„To elementarne, drogi Watsonie”, czyli słów kilka o detektywach w literaturze i kulturze

Historia literatury pokazuje, że wraz z upływem lat, zmniejszało się znaczenie konkretnych toposów. Już w starożytności prężnie rozwijała się topika, która największe sukcesy będzie święciła w dobie średniowiecza, gdy powstaną swoiste poradniki, zachęcające mniej udanych wierszokletów na powielanie utartych schematów. Pierwszą epoką, która całkowicie zerwała z poetykami i klasycystycznymi formułami, był romantyzm. Nie wspominamy o tym bezcelowo, gdyż to właśnie romantyzm, a wyrażając się precyzyjniej, jeden z przedstawicieli jego czarnej odmiany, zapoczątkował nurt powieści detektywistycznej. I wcale nie mówimy o Sherlocku Holmesie! 

Pierwszy detektyw w literaturze 

Ojcem C. Augusta Dupina, pierwowzoru dla późniejszych pisarzy, był amerykański czarny (tj. nazwa nurtu tej epoki) romantyk – Edgar Allan Poe. Ów detektyw parał się swoim zajęciem raczej dorywczo, wszakże był nobliwym szlachcicem, zaangażowanym w raczkujące dopiero procedury śledcze. Pierwszy raz pojawił się na kartach krótkiej nowelki, której autor nadał tytuł Zabójstwo przy Rue Morgue (1. wyd. 1841). Ledwie sto lat później mogłaby powstać biblioteka, która pokryłaby swoje regały wyłącznie powieściami kryminalnymi. Początki były pozornie niewinne, wręcz nieskomplikowane, a dopiero w ciągu tych lat miał wyklarować się przepis na naprawdę dobrze stworzony kryminał. 

Najpopularniejsi śledczy w powieściach

 

dobry detektyw

 Zasłużone pierwsze miejsce obejmuje oczywiście Sherlock Holmes – zrodzony w umyśle brytyjskiego pisarza Arthura C. Doyle’a – powierzający swoją skuteczność we władanie dedukcji. Co ciekawe, to właśnie Dupin powołał się na nią jako pierwszy, a sam Doyle skomentował jego metody za pośrednictwem jednego z bohaterów powieści – Watsona. Ale… „to elementarne, drogi Watsonie”. Co z innymi detektywami? Nie sposób zapomnieć o tworze jednego z najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej literatury, czyli Fiodora Dostojewskiego. W Zbrodni i karze, oprócz zbrodniarza – Raskolnikowa – poznajemy carskiego śledczego Porfirego Pietrowicza, krewnego jednego z przyjaciół Raskolnikowa. Opiera on swoje detektywistyczne metody na psychologii i przywdziewaniu różnych masek. Początkowo stwarza wrażenie nieświadomego i niegroźnego człowieka, pokazując tuż przed rozwiązaniem akcji swoje prawdziwe oblicze – nieustępliwego, przenikliwego i cwanego inspektora. Wiedział o wszystkim od samego początku, a mimo to grał w grę dalej. Po co? To już trzeba wyczytać z powieści… 

Dla odmiany warto przyjrzeć się kobiecej twórczości literackiej na płaszczyźnie kryminałów. Najwybitniejszą przedstawicielką jest oczywiście Agata Christie, mogąca niegdyś poszczycić się prawdziwym sukcesem. Rozpisała dwójkę charakterystycznych detektywów, którzy na zawsze pozostaną w pamięci wiernych czytelników. Byli to mianowicie panna Jane Marple oraz Herkules Poirot. Obu łączyła przenikliwość i biegłość w kunszcie śledczym, lecz na tym kończą się podobieństwa. Kobieta jest przedstawiona jako amatorka, zajmująca się tym wszystkim, trochę na wzór Dupina, z braku lepszego zajęcia albo nadmiaru czasu. Sprawia pozory typowej, starszej i samotnej kobieciny, która wie wszystko o swoich sąsiadach. Nie można jej jednak odmówić talentu, a jej opisane przypadki są co najmniej humorystyczne. Nic dziwnego, że miliony czytelników śledziło jej losy z zapartym tchem. 

Poirot z kolei jest człowiekiem bardziej poukładanym. Cierpi na pewnego rodzaju nerwicę natręctw, jest perfekcjonistą. Historia postaci została wyraźnie nakreślona, a czytelnik dowiaduje się, że tuż przed akcją powieści, brał udział w I wojnie światowej. To doświadczenie pozostawiło na nim wyraźny ślad. W swoim fachu nie wierzy nikomu i niczemu, a zwłaszcza klasycznym szkołom prowadzenia śledztw. Stawia na psychologię i próbuje analizować umysły zbrodniarzy, podobnie jak Porfiry. Autorka uśmierciła go w Kurtynie (wyd. 1975), bo jak sama przyznała, ta postać zaczęła ją męczyć. Łącznie wystąpił w kilku utworach, ale chyba najbardziej znanym jest Morderstwo w Orient Expressie

Skandynawskie oblicza kryminałów

 

 

 

Jednym ze znanych detektywów w tej twórczości jest Kurt Wallander. Występował w cyklu książek nieżyjącego już Henninga Mankella. Czytelnicy mogli śledzić jego losy od początków kariery w policji, aż po pierwsze kryzysy i poważne rozterki. Autor co jakiś czas odpierał taki od swoich fanów, którzy sugerowali, że postać Wallandera w ogóle się nie starzeje. Nie to było jednak, zdaniem autora, celem tego cyklu. Na przykładzie postaci detektywa chciał zobrazować przeróżne problemy, w tym związane z miłością, co zapoczątkowała powieść Psy z Rygi

Inne dzieła w kulturze 

Detektywi stali się popularnym motywem w literaturze i kinie noir. Wraz z rozpowszechnianiem się kinematografii, coraz więcej reżyserów sięgało chętniej po wątki zaczerpnięte z literatury kryminalnej. Najświeższym przykładem wybitnej kreacji postaci detektywa, która zjednała sobie serca fanów, jest Cole Rust (zagrany przez Matthew Mcconaughey’a) w serialu True Detective. Miłośnicy interaktywnej rozrywki zafascynowani pracą detektywistyczną muszą koniecznie zapoznać się z grą wideo L.A. Noire